niedziela, 26 grudnia 2010

Ona/She (przez duże O i S)



tak to jest trochę kiczowata piosenka (bardzo.). Różowe słonie chyba lubią kicz (trochę.)





this is the room where we always dreamed
of grass and splendid evenings
emitting frequencies, lost between the
leaves and things
and i held on brightly, crushing quietly
feeling mountains rising out of
make-believe seas, creating typhoons
of feelings not easily made without need

god bless that smile on your face
god bless the seeds in the ground
god bless my family's keen gaze,
oh, i know
that whatever happens to you,
whatever happens to me,
i hope that i'll fall asleep
knowing that you'll always be
the story with no ending

the whole slew blossomed beautifully,
and i was beside myself
so i gave into your love
as you rapture asleep, upended
and this is like i have always dreamed:
cobblestone and dusty feet
that's the way it should always be
head over heels and deftly
wonderful and healthy

god bless that smile on your face
god bless the seeds in the ground
god bless my family's keen gaze, oh,
i know that whatever happens to you,
whatever happens to me,
i hope that i'll fall asleep
knowing that you'll always be
the story with no ending

i never thought you were here
you've never left me, have you?
you've never left me at all--not once, and i'm sorry i'm such a bore
i'm sorry i am so hard
i swear to god, i'll be good
from now on, and

god bless that smile on your face
god bless the seeds in the ground
god bless my family's keen gaze, oh,
i know that whatever happens to you,
whatever happens to me,
i hope that i'll fall asleep
knowing that you'll always be
the story with no ending









http://www.youtube.com/watch?v=clOlc5Xq47I&feature=player_embedded

sobota, 13 listopada 2010

ornografia

Ona: Patrz jaka duża glista.
Karol wciąż kołysał się na rozkraczonych nogach, ona podniosła nogę żeby podrapać się w łydkę - ale but jego uniósł się, oparty na obcasie, dokonał półobrotu i rozgniótł glistę...tylko z jednego końca, tyle, na ile pozwalał zasięg jego stopy, bo nie chciało mu się odrywać obcasa od ziemi, reszta tułowia glisty jęła się prężyć i wić, czemu przyglądał się z zainteresowaniem. Nie byłoby to nic ważniejszego od konania muchy na lepie, lub ćmy za szkłem lampy - gdyby wzrok Fryderyka nie przyssał się do tej glisty, szklany, wydobywając do cna jej męczarnię. Mogło wydawać się, że się oburza, ale naprawdę nie było w nim nic prócz wniknięcia w torturę, wychylenia pucharu do ostatniej kropli. Łowił on to, ssał, chwytał, przyjmował i - zdrętwiały, niemy, ujęty w kleszcze bólu - nie mógł się ruszyć. Karol spojrzał na niego spod oka, ale nie dobijał glisty, zgroza Fryderyka była dla niego histerią...
Wysunął się pantofel Heni i ona rozgniotła robaka.
Ale tylko od drugiego końca, z całą precyzją oszczędzając część środkową aby nadal wiła się i skręcała.
Wszystko to- nieznaczne... jak tylko może być nieznaczne i drobne zgniecenie glisty.
Karol: - Pod Lwowem więcej ptaków niż tutaj.
Henia: - Muszę obierać kartofle.
Fryderyk: - Nie zazdroszczę... Nudna robota.

Gombrowicz 'Pornografia'

poniedziałek, 25 października 2010

.


Nieprzebrana rzesza niedouczonych debili, pospiesznie wepchniętych do tej kapitalistycznej sokowirówki, wtyka angielskie słowa tam, gdzie nie umie wetknąć polskich (...) Czterdzieści lat po Mechanicznej pomarańczy, w kraju kwitnącego jabola, centralnie The Vistula River, żyje kilkadziesiąt milionów Aleksów, którzy mówią z wyrazem twarzy ogołupieńca: "sory, men". I klikają w mausped, i sejwują kopi, i snifują kul staf, i mają lajfstajlowe ciuchy i oldskulowe buty (...) w ogólnym przeświadczeniu jest zajebiście. I nikt nie pamięta, że słowo "zajebisty" jeszcze dwadzieścia lat temu znaczyło w języku polskim umysłowo chorego, znanego lepiej jako "pierdolnięty". Kto wie, może za następne dwadzieścia lat słowo "pierdolnięty" bedzie oznaczało geniusza (...). "Pokalanie" Piotra Czerwińskiego

niedziela, 19 września 2010

z widokiem na kawę i nieostry okrąglak (bo kawa na pierwszym planie)

Zmieniłam miasto. Taka szybka, pięciogodzinna teleportacja w czasie, przestrzeni i nastroju. A tam, to znaczy tu, niespodzianka. Wszystko jakieś takie bardziej. Bardziej wszystko. Na lepsze oczywiście.
Na na na

Tu, nawet deszcz jest dobry. I Mcdonalds Hotspot szybko działa.

sobota, 14 sierpnia 2010

.2

i znów rzecz o Nim.


Picasso. Picasso-kolor. Picasso-forma. Picasso-mag. Picasso-demon. Picasso-geniusz. Picasso-mędrzec. Picasso-szaleniec. Picasso-anioł. Picasso-potwór. I oto dlaczego przewyższa on, niczym drapacz chmur artystów w historii sztuki, ponieważ jest czymś więcej niż artystą, jest czymś dziwnym i rzadkim: jest człowiekiem.
Cesareo Rodriguez-Aguilera

.1




every act of creation is first an act of destruction

Pablo Diego José Francisco de Paula Juan Nepomuceno María de los Remedios Cipriano de la Santísima Trinidad Ruíz y Picasso
















fot. m.komar i różowy słoń